» Blog » Rozprawy #7: przydrożne koleiny
24-09-2014 20:00

Rozprawy #7: przydrożne koleiny

Odsłony: 129

Rozprawy #7: przydrożne koleiny

Można czytać także tutaj.

Wcześniej:

Łukasz Orbitowski - Szczęśliwa ziemia

Justyna Bargielska - Małe lisy

Ziemowit Szczerek - Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajemna historia Słowian

Patrycja Pustkowiak - Nocne zwierzęta

Brygida Helbig - Niebko

Paweł Potorczyn - Ludzka rzecz

Andrzej Stasiuk - Nie ma ekspresów przy żółtych drogach,

czyli przydrożne koleiny

W ciągu najbliższych piętnastu minut udowodnię perfidię, nieskończony diabolizm, spaczenie i zwichrowanie oraz zniecnocenie mojej własnej osoby. Zrobię to w sposób zegarmistrzowsko precyzyjny i chirurgicznie…precyzyjny, a zdanie, które nastąpi po najbliższej kropce jest ostateczną przemianą w rzecz słowa o zaplanowanej masakrze. Wyglądać ona będzie następująco: stworzę notkę wycelowaną tak, abyście ją jak najszybciej zapomnieli (tak, właśnie tak!), notkę sadystycznie krótką (bo wiem bowiem, że karmicie się nimi, jak małe kaczuszki karmią się ziarenkami; bez nich nie będziecie żyć!) i notkę niemal pozbawioną treści (bom najsłuższym wiernikiem formy tego pokolenia).

Poprzedni akapit służy w oczywisty sposób rozgrzaniu stawów, ale nie myślcie, że to tylko czcze gadanie. Nie ma ekspresów przy żółtych drogach naprawdę domaga się ode mnie szczególnego potraktowania – tak jak każda książka Stasiuka. Daliście się zwieść, ale już wszystkich zawracam: nie uważam autora Jadąc do Babadag Grochowa za mistrza. To raczej kwestia instynktu stadnego – zwąchałem w nim swojego. Jego proza nie wysyła mnie w kosmos, ale czuję ją przez selery skóry, kiedy tylko jest w pobliżu. Nie podniecam się jego historiami, ale rozumiem je – nie rozumem je rozumiem, lecz jakimś substytutem zwierzęcej krwiożerczości. Wiecie, to ta sama wrażliwość, którą najłatwiej chyba zamknąć w przerażająco grafomańskim opisie: rozgoryczony pogodzeniem z rozczarowaniem, rozedrgany z powodu zrozumienia rozbuchanej rozpaczy, rozbrojony przez rozliczne rozliczenia. Jakby człowiek zabił Weltschmerz i rozgrzebywał jego flaki. Nie ma ekspresów przy żółtych drogach jest takie, Stasiuk jest taki i ja – ja wnikam w ten jego pełen gorczycy świat jakbym o niczym innym nie marzył.

Wy, czytelnik, zostaliście przeze mnie uznani za inteligencję inteligentną, dlatego nie będę po raz kolejny produkował się na temat tego, czym jest dla mnie opowieść, dlaczego uważam ją za najważniejszą w całej tej zabawie etc. etc. Wyobraźcie sobie więc, że w Nie ma ekspresów przy żółtych drogachopowieść NIE WYSTĘPUJE. Ta książka to miejsca – przywołujące wyraźne skojarzenia, odkurzające dawne emocje, pełne intensywności. Tę książkę powinno zapomnieć się od razu po przeczytaniu, bo nie warto kolekcjonować takich doznań – mocnych, ale obcych; bliskich, ale czyichś; przynależących do kogoś i kogoś portretujących. Ta książka to stojący za nią człowiek opisany w poprzednim akapicie. Słucha się go i słucha, jego smutek nie smakuje jesienią, nie jest spokojny i cichy, a pulsujący, ostry, drażniący – przecina ścianę dzielącą czytanego i czytającego (zwaną skórą) bez większych problemów…

…a potem czytany w Z daleka odbudowuje ją we wspaniałym stylu. Niech jakikolwiek autor choćby mimochodem wspomni o tym, że człowiek z człowiekiem nie może; że prędzej człowiek z morzem, bo nic go tak nie zmoże, żeby on z innym człowiekiem – a jestem jego. A Stasiuk, zwykle zachowawczy, cichy – czuty, nie słyszany – zaczyna tarabanić tak, iż łzy w oczach stają. Nagłe rozrycie gruntu pod nogami czytelnika jest zabiegiem tyleż brudnym, co fascynującym. Ale jemu to nie wystarczy – idzie dalej i odziera biednego odbiorcę nie tylko z wiary w życie z Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, ale z życia z kimkolwiek. Jeżeli toczą kogoś wątpliwości dotyczące tego, czy jego bratnia dusza go rusza, to niech lepiej po tę książkę nie sięga – bo to taki ghostbuster, że żadne duchy nie zdzierżą. Z daleka. Ha! Pamiętacie, jak przy Szczerku przyznałem się, iż gatunki literackie mieszają mi się jak banany z płatkami owsianymi w blenderze? Nie pamiętacie, ale tak było. Powiem więc tak:Z daleka to najlepsza literatura bez fabuły, jaką czytałem od czasu Dziennika Gombrowicza. Dziennik jeszcze smaczniejszy, ale co mam powiedzieć, skoro to najważniejsza książką mojego oddychania?

Powyższy akapit sprawił, że uważacie mnie za wyznawcę Nie ma ekspresów przy żółtych drogach. To nie do końca tak. Ta książka jest bardzo, ale dużo jest bardzo książek. Nawet wśród tych pięciu, które wcześniej w cyklu omówiłem, są co najmniej dwie. Ale to u Stasiuka znajduje się prawdopodobnie pięć stron, które trafiły do mnie najlepiej.

Nie sądzę, żeby ta książka dostała Nike. Byłoby trochę gorzko.

 

UWAGA!

Notka jest nieaktualna, ponieważ powstała dawno. Finałowa siódemka Nike jest znana od dłuższego czasu i Stasiuka w niej nie ma. Są za to na niej Nocne zwierzęta Niebko, a także ości i Wiele demonów, o których jeszcze pewnie napiszę.

2
Notka polecana przez: baczko, Clod
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Melanto
   
Ocena:
0

Tę książkę czytałam mocno po macoszemu, szykując się do prowadzenia spotkania autorskiego z pisarzem. Muszę przeczytać raz jeszcze, na spokojniej. Chwała mu za zauważenie niedalekiego od mojego miejsca zamieszkania badziewia budowlanego z betonu i ogólnie za podejście do brzydoty, które to jest jedną z cech pisarstwa Stasiukowego, którą najbardziej cenię. Co prawda nie dostałam książką w mą czytelnicza mordę, jak mi się to niekiedy zdarza i nie jest to książka Stasiuka, którą lubię najbardziej, niemniej, warta jest lektury, nawet niejednokrotnej. Ku refleksji. 

25-09-2014 16:52
Zicocu
   
Ocena:
0

@Melanto

U mnie ze Stasiukiem jest tak, że w jakimkolwiek nastroju bym do niego nie podchodził, to kiedy go czytam, to przechodzę w nastrój...stasiukowy. Nie potrafię się odgrodzić od tej jego goryczy. Nie potrafię też rozróżnić jego książek - przy nowej lekturze czuję się nie jakbym zaczynał coś nowego, ale jakbym wracał. Kiedy mówię o Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, mówię też o GrochowieJadąc do Babadag Murach Hebronu. No i o Wschodzie, którego jeszcze nie przeczytałem, oczywiście ;-)

25-09-2014 18:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.